Tydzień 144 – Gwent Challenger #2

Po dwóch tygodniach przerwy wracamy do Waszej, ale również i naszej, ulubionej spółki 🙂 O CD Projekt, bo oczywiście o nim mowa, na naszym blogu napisaliśmy już naprawdę sporo. Dzieliliśmy się z Wami naszymi analizami, przemyśleniami, prognozami na przyszłość. Po ostatnim „przestrzeleniu” zysku netto zdaliśmy sobie jednak sprawę, że chyba troszeczkę nas poniosło i zaczęliśmy zbyt emocjonalnie patrzeć na Redów. Wynikami za 3Q dostaliśmy więc taki kubeł zimnej wody na otrzeźwienie. Zredukowaliśmy naszą pozycję i skupiliśmy się na innych spółkach. Potrzebowaliśmy czasu, aby nabrać nowego, świeżego i zarazem takiego zdrowego spojrzenia na CD Projekt. I nadszedł czas, by znów do niego powrócić. W ten weekend odbył się bowiem Gwent Challenger. Chcieliśmy podejść do niego bez większych oczekiwań i obiektywnie ocenić to, co zobaczymy. Miał nam on również dać odpowiedź na pytanie: W jakim kierunku zmierza Gwint? I taką odpowiedź dostaliśmy. Jeśli jesteście ciekawi – zapraszamy do dalszej części podsumowania 🙂 Wartość portfela na dzień dzisiejszy wynosi 21.980,73 zł. Nasz zysk netto to +48,02%.

Poziom – CD Projekt

Pamiętacie Gwent Challenger #1? Zdaliśmy Wam z niego całkiem obszerną relację. Był to turniej, który zrobił na nas ogromne wrażenie. Wtedy był to pierwszy oficjalny turniej Gwinta. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że będzie on w późniejszym czasie częścią ogromnego e-sportowego planu CD Projekt w postaci Gwent Masters. W podsumowaniu tamtego wpisu napisaliśmy tak: „Wczoraj Gwint udowodnił, że drzemie w nim przeogromny potencjał, a jeśli całym projektem zarządza taka firma jak CD Projekt, to możemy być pewni sukcesu. My jesteśmy 🙂 Swoich akcji nie oddajemy!” Cała produkcja, poziom gier, hostów, komentatorów, a przede wszystkim klimat stał na fantastycznym poziomie. Poziomie, którego nie udało się osiągnąć przez dłuższy czas w kolejnych turniejach, takich jak chociażby Gwent Open, GwentSlam, czy GwenTogether. W ten weekend CD Projekt jednak znów to zrobił. To co pokazała nam ta spółka Gwent Challengerem #2 – aż ciężko to ocenić w jakiejkolwiek skali. A uwierzcie, że widzieliśmy już niejeden turniej e-sportowy. Oni po prostu wyznaczyli w świecie e-sportu nowy poziom. Poziom CD Projekt.

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat

Kiedy kilka dni temu dowiedzieliśmy się, gdzie będzie się odbywał Gwent Challenger, to już pojawiła się pierwsza myśl: „Ocho, co oni znowu kombinują?”. Wyobraźcie sobie, że turniej ten odbywał się na Zamku w Mosznie. Tak, tak na zamku. I to nie wydzielonej jego części. CD Projekt w dniach 14-17 grudnia wynajął całą nieruchomość dla siebie i swoich gości, by zapewnić im jak najdogodniejsze warunki do gry! Mało tego. Pomieszczenia zostały zaadaptowanie na posiadłość cesarza Nilgaardu – Emhyra var Emreis, a na czas turnieju „zamieszkały” w nim znane z wiedźmińskiego świata postacie. Mieliśmy więc znanych z książek i gier: Gauntera O’Dimm, Ves, Milvę, bardów, najemników i cesarza Emhyra we własnej osobie, którzy we wstawkach pomiędzy pojedynkami aktywnie brali udział w turnieju. I ich niektóre role były naprawdę bardzo zabawne 🙂 W fajny i luźny sposób wypełniły przestrzeń pomiędzy pojedynkami, a czasami wręcz odwracały uwagę od głównych wydarzeń 😀

Dodatkowo wnętrze zamku, a dokładnie główna turniejowa sala, została przyozdobiona ogromnym obrazem z motywem przewodnim Nilfgaardu, a w witrażach widniała postać Emhyra z małżonką Pavettą. Całość stworzyła niesamowitą wręcz atmosferę, którą ciężko opisać słowami. W każdej sekundzie czuło się klimat wiedźmińskiego świata, ale zarazem miało się poczucie, że mamy do czynienia z wielkim wydarzeniem. CD Projekt zadbał o każdy szczegół i zostało to dostrzeżone i docenione przez fanów gry 🙂 Podejrzewamy, że niezapomniane doświadczenia z imprezy będą mieli również gracze, dla których Redzi zorganizowali szereg atrakcji, takich jak rzucanie toporem, czy pojedynki na miecze 🙂 Główną atrakcją była chyba jednak główna nagroda – 100.000$ oraz pierścień Nilfgaardu (w poprzednim Challengerze do wygrania był pierścień Królestw Północy). Tytułu bronił niemiecki zawodnik, były profesjonalny pokerzysta, a obecnie milioner – Lifecoach.

Zanim jednak przejdziemy do samych meczów, to jeszcze kilka słów o prowadzących i komentatorach. Do roli hostów tym razem zwerbowano nieznanych nam, ale podobno znanych w branży showbiznesu, Matthew Mercera i Marishę Ray. Powiemy Wam, że odwalili oni kawał dobrej roboty. Byli w swoich rolach bardzo swobodni, naturalni, a swoje kwestie wypowiadali bardzo płynnie. Bardzo przyjemnie się ich słuchało i oglądało. Tak więc o ile można powiedzieć, że w polskiej ekstraklasie piłka przeszkadza zawodnikom – to prowadzącym Gwent Challengera mikrofon zdecydowanie nie przeszkadzał. Równie świetni w swoich rolach byli komentatorzy. Byli to znani z pierwszego Challengera – MegaMogwai i McBeard, ale również nowe „duo”, czyli Merchant i ImpetuousPanda. Tworzyli oni bardzo zgrane duety, które były mieszanką spokoju, analityki oraz spontaniczności i energii. Dzięki temu świetnie się uzupełniali. Całości dopełnił Swim w roli analityka. W takiej obsadzie turniej nabrał bardzo profesjonalnego wymiaru.

Wrażenia z gier finałowych

W turnieju udział wzięlo 8 najlepszych obecnie zawodników na świecie. Co ciekawe dwóch z nich to Polacy. Adzikov to nr 1 światowego rankingu, a Tailbot nr 3. Pozostali zawodnicy to GameKingAT (nr 2), Kolemoen (nr 14),  Freddybabes (nr 38), Lifecoach (nr 39), Shaggy (nr 49), J0rah (nr 2101). Jeśli ktoś z Was śledzi na bieżąco turnieje Gwinta to wie, że wymieniona grupa stanowi obecnie elitę profesjonalnej sceny e-sportowej tej gry, mając na swoim koncie liczne zwycięstwa w zorganizowanych do tej pory rozgrywkach. Wyjątkiem był może J0rah, który poza 2 miejscem na Gwent Open #1 nie wyróżnił się do tej pory niczym szczególnym. Pozostali jednak to czołowi gracze Gwinta na świecie. Poziom rozgrywek mieliśmy więc bardzo wysoki. I było to widać w samych pojedynkach.

Niestety Polacy zakończyli swoją przygodę na półfinałach. Ich pogromcą okazał się być niemiecki zawodnik Kolemoen, który najpierw bardzo łatwo wyeliminował Adzikova wygrywając 3-0, a następnie po bardzo zaciętym (3-2) i chyba najlepszym na całej imprezie pojedynku – TailBota. W drugim półfinale spotkali się broniący tytułu Lifecoach oraz zwycięzca GwentSlam #1 i Gwent Open #2 – Freddybabes. Przez wielu obaj zawodnicy są uważani obecnie za najlepszych na świecie. Pojedynek dosyć nieoczekiwanie był jednak jednostronny i zakończył się zwycięstwem 3-0 na korzyść Brytyjczyka. W finale doszło więc do niemiecko-brytyjskiego starcia: Kolemoen vs Freddybabes. Zdecydowanym faworytem był ten drugi. I nie zawiódł. Pokonał rywala 3-0 i z bilansem 9-1 w całym turnieju został zwycięzcą Gwent Challengera. Może po finale spodziewalibyśmy się czegoś więcej, ale cóż… bywa i tak 🙂 Brytyjczyk jest na fali wygrywając swój trzeci, a zarazem najmocniej obsadzony, turniej Gwinta. I to w wielkim stylu. W nagrodę wraca do domu bogatszy o blisko 70.000$.

Niestety „ukonorowanie” nowego mistrza odbyło się jakby w przyśpieszonym tempie. Freddy po prostu dostał pierścień od Emhyra, nałożył go, spuścił głowę i ręce i stał nieruchomo. Ok widocznie jest nieśmiałą osobą. Tutaj troszkę ciała dał CD Projekt, bo nie sprawił, aby był to jakiś majestatyczny, podniosły moment. Ot takie przekazanie nagrody, brawa i „cześć, do widzenia Państwu”. Trochę to wyglądało jakby im się czas najmu skończył i musieli zwijać manatki 😀 No ale ok, może się czepiamy. Po prostu oczekiwaliśmy czegoś więcej, a to co dostaliśmy nie współgrało nam z pozostałą, fenomenalnie zrealizowaną częścią całego show.

To co Gwint ma w sobie od samego początku, co bardzo nam się podoba i co jest stale udoskonalane, to element szachów i pokera. Mimo, że jest to gra karciana, to w tej grze naprawdę liczą się umiejętności. Element losowy wiadomo – występuje, ale jest on ograniczony do minimum. Mieliśmy wrażenie, że na Gwent Challenger #2 był on jeszcze mniej widoczny niż na poprzednim turnieju. Na tym poziomie po prostu wygrywał ten, kto popełniał mniej błędów. Każda pomyłka była bowiem bezwzględnie wykorzystywana przez przeciwnika. To tak jak w szachach, czy w pokerze. Czasami jeden zły ruch kosztuje całą grę. Tutaj jest podobnie 🙂 Nie ma miejsca na słabszy moment. W takich grach na pierwszy plan wysuwa się strategia, logiczne i analityczne myślenie, umiejętność przewidywania ruchów przeciwnika i czytania aktualnej sytuacji na planszy. I takie właśnie gry mają potężny fundament pod budowę swojej sceny e-sportowej. Nikt nie lubi grać profesjonalnie w gry, w których i tak wygrana, bądź przegrana zależy w dużej mierze od szczęścia. Takie coś irytuje i na dłuższą metę zniechęca. Gwint w naszej ocenie w tym kierunku nie zmierza. Widać, że CD Projektowi zależy, by w Gwincie decydującym o zwycięstwie czynnikiem był „skill”. Nie może być przecież przypadkiem, że najlepsi obecnie gracze regularnie osiągają wysokie pozycje w rankingach i cyklicznie kwalifikują się do organizowanych turniejów.

Podsumowując cały turniej można opisać następująco: REWELACJA. Na forach zaczynają się już pojawiać pytania; „Jeśli CD Projekt na Gwent Challenger wynajmuje cały zamek, to co dopiero będzie na Gwent Masters?„. Wiecie co jest najlepsze w tej spółce? I co nas urzeka jako akcjonariuszy? To, że CD Projekt słucha swoich klientów (graczy). Bierze pod uwagę ich zdanie, przystosowuje się, nie boi się przyznać do błędów. Gwint dzięki temu ewoluuje, a wokół niego buduje się bardzo zdrowa atmosfera. Gra wciąż jeszcze nie jest perfekcyjna, ma sporo niedoskonałości i wymaga poprawek. Ale staje się coraz lepsza, bo zaczyna graczom dawać to, czego oni sami oczekują. I to zaprocentuje. Hearthstone ma się więc czego obawiać, bo w naszej ocenie Gwint jest od gry Blizzarda dużo, dużo lepszy. Dużo ciekawszy, dojrzalszy, bardziej widowiskowy i „esportowy”. A dzięki temu, że CD Projekt z pasją podchodzi do tego co robi, uwzględnia rady graczy i nie trwa w swoich błędnych decyzjach, będzie w najbliższym czasie powiększał przewagę nad konkurencją. Przypominamy, że ta gra wciąż nie została oficjalnie wydana. Przyszłość Gwinta i CD Projekt rysuje się więc bardzo obiecująco.

Gwent Challenger #2 – oglądalność

Kliknij, aby powiększyć

Ostatnio bardzo dużo niepokoju budziła bardzo słaba oglądalność Gwinta. Po bardzo obiecującym Gwent Challenger #1, który to oglądało na żywo ok. 12.000 – 14.000 osób (w szczytowym momencie ok. 17.000) przyszło bardzo duże rozczarowanie na Gwent Open na targach Gamescom. Oglądalność angielskiego stream’a w najlepszym momencie wyniosła zaledwie 9.237 osób. Spadek o połowę był dla nas bardzo niepokojącym sygnałem. Tym bardziej, że w ciągu tygodnia, kiedy to nie mają miejsca żadne turnieje, Gwint na Twitch’u praktycznie nie istniał. Czekaliśmy więc na wynik Gwent Challenger #2. I tutaj oglądalność była już na bardzo satysfakcjonującym poziomie. Na oficjalne statystyki przyjdzie nam pewnie poczekać kilka dni, ale z tego co udało nam się odnotować to oglądalność na angielskim streamie wynosiła ok. 35.000-40.000 (w najlepszym momencie 41.547). W porównaniu do pierwszego Challengera widzimy więc ogromny skok. Taka popularność transmisji pozwoliła Gwintowi znaleźć się w TOP5 najchętniej oglądanych na Twitch’u gier zaraz za takimi gigantami jak League of Legends, Hearthstone, czy Dota 2. Udało się natomiast pobić takie gry jak Counter-Strike, GTA V, FIFA, czy World of Warcraft. To bardzo dobrze rokuje na przyszłość, ponieważ CD Projekt dopiero zacznie kampanię marketingową na poważną skalę. Widać już również większe poruszenie na „codziennych” streamach. Wszystko wydaje się więc iść w dobrym kierunku.

Formacja dwóch świec na WIG20 

kurs wig20Bliska odległość wparcia i oporu w pewien sposób złapała inwestorów w pułapkę. To już kolejny tydzień wąskiej konsolidacji ceny bez rozstrzygnięcia. Lekkie szanse na powrót do wzrostów pojawiły się po czwartkowej sesji. Aktywność inwestorów w trakcie dnia wyprowadziła kurs w strefę oporu. Z dużym prawdopodobieństwem można było się spodziewać kontynuacji tej euforii. Piątek był dniem trzech wiedźm. W żargonie inwestorów jest to dzień wygasania kontraktów. Z tego powodu można zaobserwować wzrost wolumenu oraz zmienności. Sesja do około godziny 16:00 przebiegała pod dyktando sprzedających. Jednak ostatnia godzina „uruchomiła” kupujących graczy. Pozwoliło to na częściowe zniwelowanie spadków. Wyrzucając z głowy fakt rozliczenia kontraktów, warto ocenić dwie ostatnie świece tygodnia w odrębnym kontekście. Połączenie poziomów otwarcia, zamknięcia oraz max. i min. daje wyraźny obraz starcia podaży z popytem w strefie istotnego oporu. Jeżeli minima zostaną utrzymane w najbliższych dniach, to pozytywny sygnał (układ cen) na wykresie może rozpocząć nowy impuls wzrostowy.

Linia trendu wyznacza wsparcie oraz opór dla kursu CD Projekt

Analiza CD ProjektObecna sytuacja na dziennym wykresie CDR wciąż wskazuje na podażowe nastawienie inwestorów. Pierwszy dzień notowań z minionego tygodnia doprowadził do ukształtowania nowego dołka cenowego. Środa była sesją o największej aktywności kupujących. Kurs tego dnia wzrósł o ok. 6%. Można by więc rzec, że spadki mamy już za sobą. Jednak taki optymizm to tylko zalążek energii, która może przyczynić się do końca korekty. Cena obecnie zmaga się z silną strefą oporu na wysokości 100,00~103,00 zł za akcje. W tym miejscu przebiega linia trendu, która wcześniej pełniła funkcję wsparcia. Dziś już jej rola się zmieniła i powinna utrudnić inwestorom jej przebicie przez cenę. Wspomniana strefa to również obszar mocnej aktywności graczy (wielkość wolumenu). Choć najbliższe sesje mogą zaowocować naruszeniem okolic 100 zł za akcję, to dla nas kluczowe będzie rozprawienie się z całym rejonem podaży. W tym momencie więc obserwujemy, nie podejmujemy żadnych decyzji.

Kupować akcje 11Bit?

Kiedy kupować akcjeNasz pierwszy zakup akcji spółki 11 Bit Studios, miał dopiero rozpocząć budowanie naszego zaangażowanie w tą firmę. 30 października nabyliśmy 14 akcji po cenie 175,00 zł. Dziś jeden papier wyceniany jest na 175,80 zł. Po ustanowieniu kilku dołków, a następnie mocnego wzrostu kursu, rozważamy kolejne zakupy w obecnej korekcie. Cena pozytywnie zareagowała na wsparcie wynikające z luki wzrostowej. W trakcie ostatnich sesji pojawił się wzrost wolumenu, a świece obrazują przewagę kupujących. Przed nami jednak opór wynikający z kolejnej linii spadkowej. Mając na uwadze powrót optymizmu na wykresie indeksu SWIG80, najbliższe sesje mogą skutkować nowym impulsem wzrostowym. W tym przypadku jesteśmy nastawieni na zwiększenie naszego zaangażowania w nadchodzącym tygodniu.

 

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
investjourneyjarek1111Grałem_w_GwentaDominikajuc Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ajuc
Gość
ajuc

Trzeba wspomnieć, że oglądalność streamów na twitchu może być zawyżona, bo CDPR rozdawało nagrody (w walucie Gwinta – umożliwiającej zakup kart itp.) za oglądanie transmisji z turnieju na twitchu (to się nazywa twitch drops).

Prawdopodobnie podniosło to oglądalność.

Dominik
Gość
Dominik

Skoro tak obszernie o CD Projekt to dorzuce jeszcze pytanie apropo 🙂 Kiedy bedzie dobry czas na zakup/dokup akcji CDPR? Technicznie znając już Wasze podejście zgaduje że odpowiedź brzmi – jak przebije opór i go utrzyma. Natomiast fundamentalnie – wyniki za 4 kwartal powinny byc rownie słabe jak teraz – Wiedźmin w koncu nasycil rynek, a inne źródla dochodu są wciąż za słabe. Moze zimowa wyprzedać na GOG cos da, ale nie będzie to na pewno astronomiczna liczba. Tutaj tak napraw∂e bardziej chyba istotni są analitycy i ich oceny – jeśli znowu przestrzelą spodziewałbym się kolejnych spadków i testu poziomow… Czytaj więcej »

trackback

[…] g. 18:40] Dzisiejsza transakcja była wynikiem naszej ostatniej analizy technicznej zawartej w podsumowaniu tygodniowym. Dodatkowo już wcześniej pisaliśmy, że rozważamy zwiększenie zaangażowania w tę spółkę. […]

Grałem_w_Gwenta
Gość
Grałem_w_Gwenta

Całkiem sympatyczne zamknięcie dzisiaj.
Mam wrażenie, że rynek przetrawił na razie wiadomości o
spółce, i możemy wrócić na 110 zł w Q1.
McBeard w video na YT w relacji o zamku w Mosznej wspomina,
że był dedykowany stream po chińsku!

trackback

[…] jak najbardziej już mamy. Czy jednak uda mu się pobić Gwinta z czasów Challenger #1 i Challenger #2, w którym to się zakochaliśmy? 😀 Na dzień dzisiejszy chyba bardziej podobała nam się stara […]