Tydzień 263 – Za co kochamy CD Projekt? (recenzja Gwinta)

Na świecie cały czas szaleje koronawirus i od wielu tygodni wszyscy żyją tym tematem. My jednak dzisiaj zajmujemy się czymś zupełnie innym 🙂 Po krótkiej przerwie wracamy do analiz spółek giełdowych. W tym tygodniu wybór padł na jednego z naszych, ale i Waszych ulubieńców, czyli CD Projekt. Inspiracją do napisania dzisiejszego artykułu była premiera Gwinta na rynku mobilnym (system Android). Zgodnie z obietnicą złożoną kilka miesięcy temu – przyjrzeliśmy się tej karciance i znaleźliśmy w niej wszystko to, za co kochamy CD Projekt 😀 Zapraszamy do naszej recenzji. Wartość portfela na dzień dzisiejszy wynosi 52.788,86 zł. Nasz zysk netto to +95,51%.

Gwint vs InvestJourney

Jeśli ktoś by chciał poznać historię naszej znajomości z Gwintem to na naszym blogu jest cała masa artykułów na jego temat (wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło Gwint) 😀 Można powiedzieć, że przeszliśmy wspólnie całą drogę jego rozwoju, od zarejestrowania znaku towarowego, poprzez zamkniętą i otwartą betę, pierwsze turnieje e-sportowe, nowe frakcje, nowe mechaniki, nowe tryby rozgrywki, a na premierze na rynku mobilnym kończąc. Przeżywaliśmy z Redami wszystkie wzloty i upadki dotyczące Gwinta. Po początkowej euforii i entuzjastycznym przyjęciu tej gry nasz hype został stopniowo uśmiercony 😀 W naszej ocenie, o czym wielokrotnie pisaliśmy, Gwint przespał swoje momentum i zatracił to, co w nim najbardziej kochaliśmy, czyli wyczuwalne elementy szachów i pokera. Gwoździem do trumny była dla nas aktualizacja Homecoming, która to wywróciła „core gry” do góry nogami, a po której to całkowicie straciliśmy zainteresowanie Gwintem i jego rozgrywkami e-sportowymi. Jedynym ratunkiem mogło być dla nas tylko mocne wejście na rynek mobilny.

W 2018 roku w bardzo ciekawej dyskusji na naszym forum z Czytelnikiem Michałem napisaliśmy tak (link):

Dlaczego uważasz, że Gwint mobilny wyjdzie w tym roku i to do tego przed kampanią single? I dlaczego Twoim zdaniem to dobry ruch? Nam się on wydaje nieuzasadniony z biznesowego punktu widzenia. Chcąc zmaksymalizować zyski z rynku smartfonów powinni na niego uderzyć z pełnowartościowym, sprawdzonym, zbalansowanym, odpowiednio rozbudowanym i przystosowanym do gracza komórkowego produktem. A nie wierzymy, że ten etap uda się osiągnąć w tym roku. A wypuszczenie Gwinta na komórki w momencie, gdy nie sprawdzi się on na PC i konsolach może oznaczać zmarnowanie ogromnej szansy zaistnienia na rynku mobilnym. Tak więc jesteśmy za stopniowym wprowadzaniem gry na ten rynek w sytuacji, gdy gra osiągnie już odpowiednie stadium rozwoju (np. hulający serwis, nowe tryby gry, kilka kampanii single, skórki i dodatkowe bajery jak alternatywny wyglad kart/animacji, itp.). Podsumowując – rynek mobilny to w naszej ocenie na pewno nie ten rok.

Od samego początku byliśmy zdania, że jeśli Gwint ma powalczyć na rynku mobilnym to tylko i wyłącznie z dopracowanym, zbalansowanym, dostosowanym pod gracza mobilnego produktem. No i dnia 24.03.2020 r. nadszedł w końcu ten moment. Wtedy to właśnie Gwint ukazał się na Androidzie. Jak wypadł? Oto nasza recenzja 🙂

Gwint mobilny – recenzja

Podchodząc do Gwinta nie miałem wobec niego zbyt wygórowanych oczekiwań. Tak jak pisałem wyżej – mój cały entuzjazm co do tej gry wraz z upływem czasu wyparował. No ale byłem bardzo ciekawy jak ta karcianka wygląda na komórce i jakie będą moje wrażenia z rozgrywki. No i muszę Wam przyznać, że jestem mile zaskoczony. Przejdźmy więc do konkretów.

Co mi się podobało?

  • Gwint jest grą bardzo złożoną. Mamy do dyspozycji aż 6 frakcji i ponad 1000 kart. Każda frakcja ma do tego 6 umiejętności specjalnych, wokół których budujemy swoje talie. A żeby było jeszcze ciekawiej to w taliach dobieramy karty pod różne archetypy, np Potwory bazujące na sile swoich jednostek, Scoia’tael na witalności, Skellige na osłabianiu itp, itd. Możliwości jest naprawdę cała masa i żeby poznać je wszystkie to trzeba z grą spędzić trochę więcej czasu 😛 Poziom skomplikowania gry niektórych być może odstraszy, dla mnie jednak stanowi on pewnego rodzaju wyzwanie, którego zawsze w grach szukam
  • Coś co jest dla mnie niesamowite i co jednak naprawdę nie jest tylko szumnie brzmiącym hasłem reklamowym. W żadnej z ok 25 partii, które rozegrałem nie czułem, że przegrałem przez RNG (random number generator – losowość). Zawsze był to jakiś błąd z mojej strony, który sam potrafiłem zlokalizować i starałem się go wyeliminować w kolejnych potyczkach. OGROMNY PLUS za to. Nie wiem jak oni to zrobili w tego typu grze, z tyloma frakcjami i kartami, no ale zrobili to 😀 No chyba że moje pierwsze wrażenie jest błędne i wynika z małej próby 😛
  • Kolejny OGROMNY PLUS to balans. Wszystkie 6 frakcji na pierwszy rzut oka wydaje się być bardzo zbalansowanych. Nie czułem w żadnej z gier, że przegrywam z jakąś 1 konkretną, jakąś niezbalansowaną, zbyt potężną kartą. Byłem wręcz bardzo zaskoczony jak wyrównane potrafią być potyczki Gwinta i jak wiele z nich rozstrzygają detale w postaci 1, 2 lub 3 malutkich punktów 🙂 Pojawia się wtedy na koniec rozgrywki myśl, że zagranie karty w niewłaściwej kolejności, bądź też użycie jej w niewłaściwy sposób, zadecydowało o porażce. Jest to bardzo fajne uczucie, że w większości przypadków wiem, dlaczego przegrałem. I na szczęście NIE JEST to często spotykana w grach multiplayer myśl – „przez rasę/frakcję” 😛
  • Oprawa graficzna. Tutaj chyba nie ma co się rozwodzić, bo to już bylo od samego początku. Karty w Gwincie są po prostu przepiękne. To są arcydzieła 😀
  • Brak P2W. I kolejny OGROMNY PLUS to brak tzw. pay to win. Jest to baaaaardzo irytująca rzecz w grach mobilnych, które często określają się mianem free to play. Wystarczy jednak tylko zainstalować taką grę, by po 5 minutach stwierdzić, że bez płacenia dostajemy 10% contentu, a jeśli jest to multiplayer, to o walce na równi z graczami płacącymi możemy zapomnieć. W Gwincie tego nie ma. Wszystkie karty możemy zebrać poprzez samą grę i płacenie zdobytym w potyczkach złotem/materiałem/pyłem. Różnica pomiędzy płacącymi, a nie płacącymi jest tylko w szybkości budowania talii oraz w aspektach wizualnych (plansze, rewersy kart, skórki liderów, itp.) 🙂
  • Hojność CD Projekt, czyli coś za co miliony fanów na całym świecie kochają „Redów”. W Gwincie nikt nas nie zmusza do płacenia. Redzi nas natomiast do tego zachęcają dając dużo od siebie. Na zasadzie rozegrałeś 5 partii i dostajesz komunikat: „super, że z nami jesteś – beczka z kartami dla Ciebie” 😀 Wiem, że dla akcjonariuszy są w tym pewne minusy, gdyż Gwint nie okazał się takim sukcesem finansowym, jakiego byśmy sobie życzyli. CD Projekt wygrał jednak tym projektem szacunek, uznanie i lojalność fanów. Taką firmę aż chce się lubić i chce się ją wspierać 🙂 Ta genialna relacja na linii producent – gracz, połączona z najwyższą jakością tworzonych gier, zaprocentuje w przyszłości 🙂 I to już niedalekiej. Jesteśmy co do tego przekonani.

Co mi się nie podobało?

  • No po takim mocnym uderzeniu jak powyżej, to ciężko przejść do minusów 😀 No ale ja bym wymienił wśród nich mało atrakcyjny format rozgrywki dla widzów (e-sport). Owszem, jeśli ktoś sam gra w Gwinta i zna jego zasady i poszczególne karty – może być to dla niego interesujące. Jeśli jednak trafimy na „świeżaka” to wydaje mi się, że Gwint nie będzie dla niego zbyt przyjazny. CD Projekt wprawdzie dał bardzo fajną opcję, w której każda zagrana karta widnieje jeszcze na ekranie wraz ze swoim opisem przez kilka najbliższych sekund. Pomaga to w poznaniu kart, ale czy nie „zamęczy” nowego widza ciągłym czytaniem?
  • Brak powtórek. Wydaje mi się, że po takim czasie „replaye” to już powinna być konieczność 😛 Tym bardziej jeśli chce się podbić e-sport.
  • Średnia baza graczy. Jest ich wprawdzie coraz więcej, no ale to chyba wciąż nie jest to, co chcielibyśmy widzieć w grze aspirującej do karcianki e-sportowej.

Podsumowując czy w Gwincie mobilnym jest fun? Dla mnie zdecydowanie tak! Gra zaskoczyła mnie swoją złożonością, która intryguje, a nie zniechęca. Sporo frajdy daje samo tworzenie talii i szukanie najlepszych combosów dla swojej armii. Sama rozgrywka jest bardzo płynna, a jej długość idealna. Całość trwa ok 10-15 min, więc w sam raz na krótką przerwę od codziennych obowiązków, podczas jazdy autobusem, czy podczas stania w kolejce do Pani handlującej pietruszką na podmiejskim bazarku 😀 Czas na premierę „androidową” również wydaje się być optymalny. Oczywiście Redzi nie mogli przewidzieć koronawirusa, ale okres trafili idealny 😀 Statystyki Google mówią już o ponad 500.000 pobrań. A minęło dopiero 5 dni. Ocena 4,8/5.0. Być może to właśnie Gwint mobilny napędził kolejną już (po serialu) falę sprzedażową gry Wiedźmin 3. W weekend w tę fenomenalną grę grało jednocześnie aż 50.000 graczy (rekord z okresu premiery serialu wynosi ok. 100.000). No ale jak dla mnie nie ma się czemu dziwić. Gwint mobilny jest naprawdę świetną karcianką, w której jak na dłoni widać wszystko to, za co kochamy CD Projekt. Dzięki temu zabawa z nią jest naprawdę przednia 🙂 Polecam!

Moja ocena: 4,5/5.0

 

10
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
8 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
RobertTomekDarekPInvestJourneyGatsby Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
teka
Gość
teka

Czy robicie juz analize spolek, ktore warto bedzie kupic w dobie nadchodzacych spadkow? Czy przegladaliscie spolki z portfela w kontekscie sytuacji finansowej, by miec obraz, ktore z nich moga miec problemy z plynnoscia? Mysle, ze to sa kluczowe tematy dla kazdego inwestora w tych jakze ciekawych czasach. Wielu analitykow sugeruje przejscie mody na spolki value. Dodatkowo nawet Gates twierdzi, ze najbardziej oberwa EM, stad Polska moze byc jeszcze lepsza okazja. Wg danych male firmy w USA sa w stanie przezyc jeszcze 20+ dni w obecnej sytuacjo co tylko potwierdza trend rosnacego bezrobocia. O ile poprzedni wpis byl moze pesymistyczny to… Czytaj więcej »

wolny
Użytkownik
wolny

Chyba przestraszyli sie troche hejtu do ostatniego (wg mnie wartosciowego) wpisu i ten taki mialki przy poprzednim 🙂 a szkoda bo nie po to czlowiek czeka caly tydzien na wpis 😛

Gatsby
Gość
Gatsby

@wolny – podpisuje się pod tym, wpis w zeszłym tygodniu był bardzo wartościowy. Zamierzałem się do niego odnieść ale jakoś brak czasu był. @Investjourney – dorobiliście się hejterów… dla mnie to znaczy, że osiągneliście sukces 😉

DarekP
Gość
DarekP

Oglądałem dokument o Donaldzie, polecam też serię „Brudna forsa”. Ostatnio dodali 2 sezon i od razu ciężki kaliber: Wells Fargo, Goldman, a w trzecim odcinku zięciu Donalda – Jared Kushner. Naprawdę, jak się tego posłucha to ma się ochotę wyjechać do buszu i nic nie mieć bo kasa to tylko kłopoty. Całkiem niezły jest też serial dok. Rotten. Opowiadają tam o różnych produktach i problemach z nimi związanych np. jak koncerny robią nas w konia w kwestii butelkowanej wody mineralnej, albo cukier w US, itd… Odnośnie Gwinta, to po Waszym opisie wnoszę, że może tu być problem z monetyzacją produktu.… Czytaj więcej »

Robert
Gość
Robert

Tak jak wspominałem w komentarzu odnośnie Gwinta ja mam skrajnie odmienne zdanie, i nie widzę wielkich szans ani na monetyzację, ani nawet na jakiekolwiek poważne sukcesy Gwinta pod kątem esportu. Pobrań oczywiście jest sporo natomiast nie wiemy ile ludzi po kilku dniach grę odinstaluje. Z jednej strony gra nie daje wielkiej frajdy bo to tylko karcianka, z drugiej żeby w tą zwykłą karciankę pograć potrzeba mnóstwo czasu na zaznajomienie się z trybem, mechaniką i sposobem gry, który dla laika jest mało przyjazny. Jadąc do pracy w tramwaju raczej w to nie pogram. W przerwie na papierosa też nie. Mając godzinkę… Czytaj więcej »

Tomek
Gość
Tomek

Sądzę, że Gwint od października zeszłego roku i przez wiele kolejnych kwartałów da spółce ok 50 mln zł rocznie. Nie są to kokosy ale wystarczą, na sfinansowanie jednego, 300 osobowego zespołu developerów.
Gra jest bardzo emocjonująca ale tylko dla graczy, którzy wytrwają pierwszych 100-200 godzin gry.
Myślę, że CDR jest na dobrej drodze do budowania bazy kilkuset tysięcy takich klientów. Ja wydaję na Gwinta ok 500 zł rocznie.

DarekP
Gość
DarekP

Ja miałem nadzieję, że gwint będzie prostą i szybką gierką pokroju przywoływanego przez Was pokera. Bardzo podobała mi się forma karczemnej rozgrywki (minigierki) z samej gry Wiedźmin. Zawiodłem się srodze, a wku…łem maksymalnie, gdy łomotali mnie kolesie kilkoma zaledwie taktykami jednej talii. Kompletnie żadnego elementu losowości, co prowadziło zawsze do zagrywania tą samą taktyką. Jeżeli to się zmieniło to może jest ok, ale wtedy to masakrowało mój fun. Niestety do tego stopnia, że Ja, jako miłośnik fantasy, książek i gier RPG nie mam ochoty wracać do tego tytułu. To co dopiero zwykły (nie frik) Kowalski, czy Johns. Skąd te 50… Czytaj więcej »

Tomek
Gość
Tomek

Zauważ, że ci kolesie, co dawali Ci łomot byli zadowoleni z gry. Żeby skutecznie grać w Gwinta trzeba nabyć umiejętności szybkiego czytania kart i grania kilkoma taliami naprzemiennie – najlepiej po jednej dla każdej frakcji.
Co do 50 mln zł. 0,2 mln$ iOS, 0,15 mln$ PC, 0,45 mln$ Android (jak już ruszą Chiny) razem 0,8 mln$ miesięcznie ~~ 40 mln zł rocznie.
Plus dwa dodatki w roku, które dają zawsze impuls sprzedażowy.

Robert
Gość
Robert

Prosta, szybka i zabawna gierka do grania w autobusie, w kolejce to Fishing Clash od znanej wszystkim konkurencji 🙂 Przychody gry wyniosły w samym marcu ok. 5 mln USD – szacuje portal Sensor Tower. Grę pobrano w ubiegłym miesiącu ze sklepów Google i Apple łącznie ok. 2,4 mln razy.